loader image

REKLAMA

Losowy obrazek

Co z chorzowską mieszkaniówką? Potrzeba 5 miliardów, a nie zwalania winy na sąsiadów?

0
379

Referendalna gorączka mimo, że przechodzi obecnie najwyższą amplitudę, to powoli będzie dobiegać końca. Zbieranie podpisów ma potrwać maksymalnie do początku maja. Z informacji docierających do naszej redakcji wynika, że liczba tych podpisów może być „na styk”. Powód jest prozaiczny: ludzie po prostu boją się podpisywać. W Chorzowie dla przykładu ostatnio modne stało się nagrywanie z ukrytej kamery.

To walka polityczna bez trzymanki. Obserwując lokalne podwórko, widać wyraźne starcie tej części chorzowian, która nie zgadza się na oddanie miasta pod wpływy Prawa i Sprawiedliwości z prezydentem, który poza tym, że chce przekonać Chorzowian do utrzymania swojej kadencji, to walczy także o własny finansowy spokój. Jak zauważono na jednej z chorzowskich grup na Facebooku, z oświadczeń majątkowych prezydenta wynika, że zaciągnął liczne kredyty na zakup kolejnych nieruchomości (działek budowlanych) w Bobrownikach, gdzie od dawna mieszka, a jak wiadomo, kredyty należy spłacać i trzeba mieć z czego je spłacać. Wynagrodzenie z tytułu pełnienia funkcji prezydenta miasta, a także bardzo, jeśli nie nadmiernie wysokie wynagrodzenie z tytułu zasiadania w zarządzie związku komunalnego w chorzowsko-świętochłowickich wodociągach jest dostatecznym argumentem za odparciem referendalnej inicjatywy. Niezależnie od tego, że Szymon Michałek swoją przyszłość wiąże najwyraźniej z tamtą gminą (bo po co inaczej kupowałby tam tyle działek?), jednym z najgorętszych tematów w przestrzeni publicznej ciągle pozostaje chorzowska mieszkaniówka, a konkretnie gminne zasoby komunalne.

Po jednym z ostatnich spotkań z mieszkańcami prezydent Chorzowa przedstawił szacunki, według których na remont kamienic miasto potrzebuje aż 5 miliardów złotych. To suma astronomiczna i nierealna do zdobycia, nawet gdyby Michałek przekazał stery miasta Donaldowi Tuskowi. Takich pieniędzy na remonty w naszym mieście po prostu nigdy nie będzie. Co więcej, szacujemy, że przy obecnym układzie politycznym Chorzów nie otrzyma nawet małego procenta tej kwoty w ramach jakiejkolwiek pomocy celowej. Problem w tym, że Michałek nie prowadzi dialogu z polskim rządem. Rozmawia za to z Karolem Nawrockim, który na poprawę zasobów mieszkaniowych w gminach nie ma przecież ani złotówki. Mieszkańcy pytają o przyszłość miasta – i nie chodzi tu o stadion, na który prezydent wraz z Radą Miejską będą musieli potężnie zadłużyć budżet na kolejne “ileś lat”, ale o sprawy najważniejsze: mieszkania, jakość życia i koszty usług takich jak woda, śmieci czy podatki lokalne.

W ubiegłym tygodniu na tym polu doszło do pewnego paradoksu. Prezydent postanowił odnieść się do zarzutów chorzowian, którzy porównują stan prac nad budynkami w Chorzowie i w sąsiednim Bytomiu. Mieszkańcy pytają wprost: dlaczego u sąsiadów da się remontować, a u nas nie? Szymon Michałek pokusił się o ocenę sytuacji, twierdząc na swoim facebookowym profilu, że Bytom otrzyma od rządu 160 milionów złotych na kamienice tylko dzięki „politycznemu układowi” oraz dlatego, że dotyczy to budynków przejętych za darmo od Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK). Jak się okazało, ta improwizacja prezydenta była całkowicie błędna, o ile nie było to po prostu kłamstwo.

Nie wiadomo, czy Szymon Michałek celowo „poszedł po bandzie”, forsując swoją retorykę, czy po prostu nie zadał sobie trudu, by dopytać bytomskich włodarzy o szczegóły. A może ambicja wzięła górę nad faktami, licząc na to, że mieszkańcy we wszystko uwierzą? Fakty są jednak inne: prezydent wprowadził chorzowian w błąd. Jedna z lokalnych redakcji zapytała oficjalnie wiceprezydenta Bytomia Michała Biedę, czy słowa Michałka są prawdziwe. Odpowiedź była jednoznaczna: nie. Zastępca prezydenta Bytomia zdementował te rewelacje, potwierdzając, że dofinansowanie dotyczy kamienic, które w momencie składania wniosku były już własnością miasta. Nie ma to więc związku z zasobami przejętymi od SRK w 2026 roku.

Cała sprawa mogłaby rozejść się po kościach, gdyby nie fakt, że prezydent Chorzowa po raz kolejny niepotrzebnie zaatakował sąsiedni samorząd, a nie jest to pierwszy raz. Nie tak dawno nagrał przecież odezwę, zgodnie z którą wezwał samorządowców z innych miast, aby nie wtrącali się w zarządzanie Chorzowem. Po co w takim razie sam komentuje, i to niezgodnie z prawdą tematy, które go nie dotyczą? Nawet jeśli nie darzy sympatią włodarzy Bytomia, wtrącanie się w sprawy innego miasta i wykorzystywanie ich do własnych celów politycznych jest po prostu „passé”. A Wy jak uważacie?