loader image

REKLAMA

Losowy obrazek

Szymon Michałek w Radio Piekary: Miasto nie uniesie kosztów całego stadionu. Będzie jedna trybuna lub dwie?

0
963

Sytuacja wokół zamkniętej estakady sprawiła, że prezydent Chorzowa, Szymon Michałek, znalazł się w ostatnim czasie pod silną presją społeczną i polityczną. W dzisiejszej “Rozmowie Dnia” w Radio Piekary powiedział, że ostatnio każda jego publiczna wypowiedź zaczyna się właśnie od tego tematu. W mieście wyraźnie widać podział. Część mieszkańców docenia jego stanowczość i powoływanie się na ekspertyzy, inni zarzucają mu błędy w komunikacji i zbyt radykalne decyzje, które doprowadziły do komunikacyjnego chaosu nie tylko w Chorzowie, ale także w miastach ościennych.

Decyzje oparta na ekspertyzie, nie na polityce

Prezydent wielokrotnie argumentował w rozmowie, że zamknięcie estakady było obowiązkiem wynikającym z prawa budowlanego i z przedstawionej ekspertyzy technicznej. Przypomniał, że cała sprawa rozpoczęła się od sygnałów ze strony PKP Polskich Linii Kolejowych dotyczących odpadających elementów konstrukcji. W dalszej kolejności pojawiły się poważne wątpliwości co do parametrów nośnych obiektu. Potem wykonano ekspertyzę. W związku z decyzją Głównego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego miasto zostało zobowiązane do sprawdzenia, czy estakadę można podeprzeć i wyremontować. Dlatego zlecono drugą ekspertyzę, która ma być gotowa w połowie kwietnia. Szymon Michałek oznajmił, że do tej pory, mimo upływu ośmiu miesięcy, nie pojawił się żaden autorytet techniczny, który oficjalnie podważyłby pierwszą opinię.

Prezydent wskazał, że obecna sytuacja jest przede wszystkim efektem wieloletnich zaniedbań i decyzji podejmowanych jeszcze przed jego kadencją, że proces degradacji obiektu trwał latami, a temat nie został kompleksowo rozwiązany przy okazji wcześniejszych inwestycji w centrum miasta, m.in przy przebudowie rynku. W jego ocenie odpowiedzialność za obecny stan rzeczy jest rozproszona i nie można jej przypisać jednej osobie czy jednej kadencji. Jednocześnie przyznaje, że komunikacyjnie pewne elementy można było przeprowadzić inaczej. Wspomniał, że zamknięcie estakady ogłosił podczas spotkania samorządowców metropolii w Czarnym Lesie, czyli w formule prawie publicznej. Zdaje sobie sprawę, że reakcje medialne i polityczne są w tej sprawie bardzo ostre i przyznaje, że spotyka się z falą krytyki.

Napięcia między miastami i spór o koszty

Zamknięcie estakady wywołało napięcia w regionie, m.in. po wypowiedziach wiceprezydentów Bytomia i Świętochłowic, którzy juz wskazali, że te miasta ponoszą straty i być może pojawią się roszczenia. W dyskusji pojawił się więc temat finansowania transportu publicznego i zasad jego rozliczania. Prezydent Chorzowa zwrócił uwagę, że system nie opiera się na liczbie mieszkańców, lecz na liczbie przejechanych kilometrów, co znacząco wpływa na obciążenia poszczególnych samorządów. Oświadczył również, że przez lata to Chorzów ponosił środowiskowe konsekwencje ruchu tranzytowego, bo dziesiątki tysięcy samochodów przejeżdżały codziennie pod oknami mieszkańców. W jego ocenie trudno dziś abstrahować od tego również w ujęciu kosztów zdrowotnych i społecznych. W skrócie opisał również niedawne spotkanie samorządowców, gdzie przedstawiono urzędowe dane oraz aktualny stan działań miasta.

Bezpieczeństwo zamiast politycznych kalkulacji

Prezydent wychodzi z założenia, że choć rozumie frustrację mieszkańców i problemy komunikacyjne także w sąsiednich miastach, nie będzie ignorować zagrożenia konstrukcyjnego. W jego ocenie zlekceważenie ekspertyz mogłoby skutkować dla niego odpowiedzialnością prawną. Michałek uważa, że w sprawie estakady jest nadmiar polityki w debacie publicznej oraz niedostatek rzeczowej analizy technicznej. Uważa, że część krytyki tego kryzysu ma charakter czysto polityczny i nie odnosi się do faktów przedstawianych przez ekspertów. Jednocześnie nie ukrywa, że opinia publiczna nie akceptuje niektórych decyzji, zwłaszcza gdy dochodzi do wydłużania terminów. Twierdzi, że w przestrzeni medialnej funkcjonuje wiele nieprecyzyjnych lub nieprawdziwych informacji, co dodatkowo podgrzewa atmosferę.

Zmiana retoryki w sprawie stadionu: Będzie tyle trybun, na ile będzie nas stać

Drugim ważnym tematem podczas rozmowy była budowa nowego stadionu przy ulicy Cichej, do której 20 lutego ogłoszono już pierwszy przetarg. Prezydent Michałek wspomniał, że według wyliczeń portalu Money.pl inwestycja miałaby potrwać sześć lat, jednak uważa te szacunki za zbyt uproszczone. Powiedział, że od początku zakładał realizację przedsięwzięcia etapami – w zależności od dostępnych środków. Co ciekawe i ważne dla kibiców – oświadczył wprost, że Chorzów nie uniesie kosztów budowy całego stadionu. Przekazał jednoznacznie, że jeśli stać będzie miasto na jedną trybunę, to powstanie jedna, jeśli pieniędzy starczy na dwie, to powstaną dwie. Skąd miasto weźmie pieniądze na resztę? Tego nie wiadomo. Wspomniał co prawda, że podejmowane były starania o środki zewnętrzne, m.in. z ministerstwa sportu, ale dziś wiadomo, że takich środków nie ma i prawdopodobnie nie będzie.

Obecnie zdaniem prezydenta miasto ma mieć zabezpieczone 153 mln zł na budowę trybuny VIP na 6 tys. miejsc, boiska głównego, boiska treningowego oraz zaplecz i ciągów komunikacyjnych, choć wiadomo, że na rok 2026 w budżecie na ten cel jest zaledwie ok. 17 milionów, a reszta figuruje tylko na papierze. Władze miasta zakładają natomiast, że ewentualne oszczędności przetargowe mogą obniżyć koszt inwestycji podobnie jak miało to miejsce z rozbiórką obecnego obiektu przy ul. Cichej, gdzie z planowanych 5 milionów, obiekt rozebrano za ok milion. W kontekście stadionu prezydent odwołał się także do symboliki miejsca. Jego zdaniem Ruch Chorzów ma naturalne miejsce przy ulicy Cichej 6, a powrót drużyny na własny obiekt jest oczekiwany przez wielu mieszkańców. Pytanie jednak, czy w obliczu niepewności realizacji całej inwestycji, kibiców i mieszkańców zadowolą trybuny na 6 lub 10 tys krzesełek, gdy już obecnie na mecze Ruchu na Stadionie Śląskim średnio przychodziło ponad 13 tys. kibiców, a bywało znacznie więcej, jak choćby ponad 53 tys. ludzi w meczu z Wisłą Kraków. To dane z I ligi, lecz gdyby Niebieskim udało się awansować do ekstraklasy, frekwencja ta może jeszcze wzrosnąć.

Materiał z programu “Rozmowa Dnia”

Fot. Kadr z programu “Rozmowa Dnia” w Radio Piekary