loader image

REKLAMA

Losowy obrazek

Między świetnością a ciszą. Czy po 200 latach nadejdą jeszcze lepsze czasy dla “Wolki”?

0
600

Ulica Wolności w Chorzowie, przez mieszkańców nazywana po prostu “Wolką”, przez całe pokolenia była sercem miasta i teoretycznie jest nim nadal. Dziś coraz częściej mówi się o niej jednak w tonie ogromnego niepokoju. W internecie, na lokalnych portalach i w gazetach pojawiają się artykuły i komentarze o pustych witrynach, o ciszy, która zastąpiła gwar, o miejscu, które kiedyś było dumą Chorzowa, a dziś powoli traci puls. Przypomnijmy historię ulicy, która widziała wszystko: narodziny przemysłowej potęgi, wojny, zmiany granic, transformację ustrojową i która dziś mierzy się z jednym z najtrudniejszych momentów swojej historii.

Dzieje ulicy Wolności zaczęły się w połowie XIX wieku, gdy Królewska Huta – dzisiejszy Chorzów, rozwijała się jako jeden z najważniejszych ośrodków przemysłowych Górnego Śląska. Ulica była wówczas traktem łączącym centrum osady z dworcem kolejowym. Z czasem stała się reprezentacyjną arterią miasta. Nosiła różne nazwy, zależne od epoki i polityki: funkcjonowała jako Schwientochlowitzerstrasse, później jako Kaiserstrasse, w czasie II wojny światowej przemianowano ją nawet Adolf-Hitler-Strasse. Po 1945 roku otrzymała nazwę Wolności, symboliczną i znaczącą.

Wzdłuż ulicy wyrastały kamienice z przełomu XIX i XX wieku, zdobione secesyjnymi detalami, z eleganckimi portalami i balkonami. Powstał neogotycki gmach poczty, który do dziś przyciąga wzrok swoją monumentalnością, czy modernistyczny budynek Komunalnej Kasy Oszczędności z lat 30. XX wieku – wszystko wpisane w bogatą przeszłość, którą można odczytać w detalach architektonicznych ciągnących się na prawie 2‑kilometrowym odcinku. Warto przypomnieć także spaloną a następnie rozebraną w 1940 r. synagogę, która była jedną perełek architektury w mieście. W okresie międzywojennym i powojennym ulica stała się prawdziwym salonem Chorzowa. Tętniły tu kawiarnie, restauracje, sklepy, działały kina. Spacer po Wolce był rytuałem – sobotnim lub niedzielnym obowiązkiem, sposobem na spotkanie znajomych, okazją do pokazania się w nowym płaszczu czy garniturze.

Klimat ulicy przyciągał nie tylko mieszkańców Chorzowa, ale również gości z sąsiednich miast. Był to miejski salon, w którym życie toczyło się tuż obok torów tramwajowych, a tramwaje przejeżdżały środkiem ulicy niemal bez przerwy, łącząc miasto z Katowicami, Bytomiem i Świętochłowicami. Ruch był naturalny, stały, napędzany przemysłem, handlem i codziennym życiem. Wolności była osią miasta – ekonomiczną, społeczną i symboliczną.

Zmiany zaczęły się stopniowo. Transformacja lat dziewięćdziesiątych przyniosła wiele nowe możliwości handlowych, pojawiały się sklepy wielkich marek odzieżowych, liczne kawiarnie i puby, restauracje a nawet dyskoteki. Każdego dnia ulica była tłoczna i gwarna, a chyba najbardziej w sobotnie przedpołudnia. Po kilkunastu latach wielkiej prosperity pojawiły się zagrożenia. Wielkie centra i galerie handlowe w Katowicach i innych miastach regionu zaczęły przejmować funkcję tradycyjnych ulic handlowych. Klienci wybierali wygodę i nowoczesność, darmowy parking tuż obok, jednorodną ofertę sieciowych marek i bogatą ofertę fastfood’ów i restauracyjnych sieciówek w jednym miejscu. Małe, rodzinne sklepy na Wolności zaczęły znikać, otwierały się nowe, które znikały jeszcze szybciej. Potem to samo spotkało wiele punktów gastronomicznych. Czynsze rosły, obroty malały. Coraz więcej lokali stało pustych.

Dodatkowo zmieniła się demografia. Chorzów, jak wiele miast poprzemysłowych, tracił i traci nadal mieszkańców. Młodsi wyjeżdżali do większych ośrodków lub za granicę. Starzejące się społeczeństwo nie generowało już takiego ruchu jak dawniej. Ulica, która kiedyś była naturalnym miejscem spotkań, zaczęła tracić swoją codzienną funkcję. Ludzie z Chorzowa i innych miast stopniowo zapominają o miejscu, które kiedyś tak często odwiedzali.

W ostatnich miesiącach symbolem dalszego upadku Wolki stała się zamknięta estakada, przez dekady przenosząca intensywny ruch samochodowy przez centrum Chorzowa. Decyzja była podyktowana bezpieczeństwem, lecz jej skutki okazały się dotkliwe dla śródmieścia. Ruch został skierowany różnymi objazdami, a centrum przestało być naturalnym punktem przejazdu. Wielu kierowców po prostu omija dziś Chorzów. Jeszcze gorzej z pasażerami komunikacji publicznej, dla których dojazd do chorzowskiego śródmieścia jest istną gehenną i duża ich część z tego powodu przestała w ogóle do Chorzowa przyjeżdżać. Dla przedsiębiorców z Wolności mniejszy przepływ ludzi to jeszcze mniejsze obroty, a w konsekwencji perspektywy zamknięcia kolejnych lokali.

Szkoda, bo jednak ulica Wolności nie jest tylko przestrzenią handlową i deptakiem. To symbol, fragment tożsamości Chorzowa. To bruk, po którym chodzili robotnicy wracający z hut i kopalń, dzieci idące do szkoły, zakochane pary, całe rodziny w niedzielnych strojach. Z jednej strony pustoszejące lokale, internetowe komentarze pełne goryczy, poczucie utraconej świetności. Z drugiej ciągle jeszcze jakiś potencjał wynikający z położenia w sercu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, z bogatej historii i architektury, której nie da się przenieść do żadnej galerii handlowej. Ileż było planów jej ożywienia, trudno zliczyć, a jednak dotąd się nie udało. Aktualny prezydent Chorzowa Szymon Michałek deklarował w 2024 roku że Wolkę “obudzi”. Potem, że będzie co roku milion na imprezy, które mogłyby się tam odbywać i przyciągać ludzi. Efektów tych obietnic brak. W jednej z gazet można było wręcz ostatnio przeczytać pytanie, czy Wolkę czeka los świętochłowickich Lipin? Mimo sympatii do sąsiadów, chyba wszyscy wolelibyśmy jednak inny scenariusz.

fot. Google Maps