Koniec “getta” w Chorzowie? Aktywiści odblokowali przejścia pod estakadą, prezydent odpowiedział nocnym nagraniem

Piątkowe wydarzenia pod estakadą w Chorzowie nie były ani spontaniczne, ani przypadkowe. Był to świadomie zorganizowany happening, który miał pokazać coś, co mieszkańcy widzą od miesięcy na własne oczy: centrum miasta zamienione w wygrodzone getto, w którym normalne funkcjonowanie zostało zastąpione czekaniem na kolejne decyzje i analizy.
Członkowie komitetu referendalnego, w obecności kamer, zrobili więc rzecz prostą i jednocześnie mocną w przekazie – odblokowali przejścia, które istnieją, ale zostały administracyjnie zamknięte. W praktyce przywrócili coś, co dla wielu powinno być oczywistością: możliwość przejścia z punktu A do punktu B bez konieczności obchodzenia pół miasta. Cała akcja była czytelnym sygnałem, że cierpliwość się kończy. Zwłaszcza że najnowsze ustalenia techniczne dopuszczają ograniczone użytkowanie tego terenu, i nie ma żadnego powodu, aby przez kolejny dłuższy czas dalej funkcjonowało jak podzielona, odgrodzona przestrzeń. W takim kontekście happening nie wygląda jak wybryk, tylko jak próba przyspieszenia tego, co i tak – prędzej czy później musi się wydarzyć. Więc niech się po prostu stanie prędzej, niż później.
Co ciekawe, wydarzenie wywołało bardzo wyraźne emocje po obu stronach politycznego sporu w Chorzowie. Spora część mieszkańców odebrała tę akcję jako przejaw odwagi i wzięcia spraw w swoje ręce. Nawet jeśli forma była kontrowersyjna, intencja okazała się dla wielu zrozumiała: chodzi o to, żeby coś wreszcie ruszyło. Z drugiej strony, jak to zwykle bywa przy tego typu inicjatywach, natychmiast pojawiła się fala krytyki – często bardzo emocjonalnej. W komentarzach dominowały głosy dobrze znane z wcześniejszych sytuacji: od zdecydowanych sympatyków władz miasta, przez anonimowe konta, kibiców, aż po profile, których autentyczność trudno jednoznacznie ocenić. Ton? Przewidywalny – od podważania sensu działań po zwyczajne obrzucanie błotem.
Na tym tle szczególnie „wyróżnił się” jeden z komentujących z dużą literą R w nazwie profilu, który otwarcie przyznał, że osobiście przeganiał osoby znajdujące się na nagraniu, gdy zbierały podpisy przy ul. Wolności. To już jednak przestaje być internetową opinią, a zaczyna wchodzić w obszar, który może zainteresować odpowiednie instytucje. Warto przypomnieć rzecz podstawową: nikt nie ma prawa ani zastraszać osób zaangażowanych w legalne działania obywatelskie, ani tym bardziej próbować ich usuwać z przestrzeni publicznej. Nie ma takiego prawa żaden kibic Ruchu Chorzów, żaden sympatyk władzy, nie może tego zrobić Straż Miejska ani Policja, jeśli wszystko odbywa się zgodnie z prawem i przepisami.
Ta sytuacja wyraźnie wyprowadziła z równowagi prezydenta Michałka, który jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem a właściwie w nocy, zdecydował się na nagranie specjalnego wystąpienia na rynku apelując o zachowanie bezpieczeństwa. Krytyka była ostra, ale można odnieść wrażenie, że nie do końca trafiła w sedno. Bo choć forma happeningu mogła się komuś nie spodobać, jego przekaz był prosty: mieszkańcy mają dość życia w wygrodzonym jak getto centrum i oczekują realnego przyspieszenia decyzji, przynajmniej w zakresie ruchu pieszego. Wiadomo, że niezbędne są procedury i być może dodatkowe prace. Ale wystarczyło tylko, aby prezydent zapewnił, że przywrócenie normalnego ruchu pieszego, po 10 miesiącach zamknięcia, jest dla niego i dla miasta prawdziwym priorytetem.
Transmisja ze zdarzenia Portalu Tuba Chorzowa:
Komentarz Prezydenta Chorzowa










