Miliony”wyciekają” z wodociągów na wypłaty dla polityków z Chorzowa i Świętochłowic. To efekt drogiej wody?

fot. CHŚPWiK. Ilustracja: Ai
Niedawno w przestrzeni publicznej pojawiły się zapowiedzi prezydenta Chorzowa Szymona Michałka, jakoby miał on złożyć wniosek do krajowego regulatora (Wód Polskich) o obniżenie ceny wody o 1 zł na m3 dla mieszkańców Chorzowa i Świętochłowic, ponieważ oba miasta obsługuje Chorzowsko-Świętochłowickie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji. Sprawa w samym Chorzowie dosyć mocno wybrzmiała, bo jak wiadomo powszechnie, cena wody dostarczanej przez CHŚPWiK należy do najwyższych w kraju. Liczne podwyżki na przestrzeni lat miały wynikać m.in. z koniecznych inwestycji finansowanych w obu miastach z przychodów własnych spółki.
Sęk w tym, że inwestycje te chyba się skończyły, lub wyhamowały. Można to wywnioskować, chociażby z bilansu za rok 2024, w którym zysk spółki wyniósł ponad 5 mln zł, a także z informacji od prezydenta Chorzowa, który w licznych wypowiedziach medialnych twierdzi, że rok kolejny, 2025 zakończył się już 14 milionami zysku. Nie oznacza to oczywiście, że w spółce nic się nie dzieje – bo nadal realizowane są duże projekty bazujące na dofinansowaniach ze środków publicznych.
W tej sprawie na dziś można postawić tezę, że żadnej obniżki jednak nie będzie, a decyzja regulatora będzie odmowna. Poza tym sama obietnica obniżki cen wody dzieje się w atmosferze prowadzonej akcji referendalnej o odwołanie prezydenta Chorzowa więc może stanowić po prostu linię obrony w sporze politycznym i argument dla Chorzowian, aby nie poszli na referendum.
W kwestii samej spółki, a także stworzonego dawno temu przez obie gminy związku samorządowego, tematem, który od lat denerwuje część mieszkańców Chorzowa i Świętochłowic, jest finansowanie ze środków wodociągowych (spółka i związek) polityków obu miast. Układ ten funkcjonuje od wielu lat i jest korzystny zarówno dla polityków z Chorzowa, jak i ze Świętochłowic. Być może dlatego dotąd nikt nie pokusił się o zmiany, bo CHŚPWiK jest po prostu „dojną krową” dla prezydentów i ich środowisk. Przyjrzyjmy się, jak to wygląda dzisiaj.
Zaczynając od Świętochłowic, należy wspomnieć, że tylko dwaj najwyżsi rangą włodarze, czyli Daniel Beger i Sławomir Pośpiech, wyciągają z wodociągów rocznie co najmniej 250 tys. zł (dane za 2024 rok, a za kolejny zapewne będzie więcej), z czego 180 tys. zł to wynagrodzenie prezydenta Świętochłowic (Z-ca Przewodniczącego Zarządu SChŚZWiK), a prawie 74 tys. zł inkasuje jego zastępca (Zastępca Przewodniczącego Rady Nadzorczej ChŚPWiK Sp. z o.o.). Mało który pracownik spółki, codziennie przychodząc do pracy, może pochwalić się pensją, jaką pobiera – właściwie nie wiadomo za co – prezydent Świętochłowic. W mało której spółce komunalnej stawki za członkostwo w radzie nadzorczej są tak horrendalnie wysokie, jak te, które otrzymuje Sławomir Pośpiech. To jednak nie wszystko.
Od jakiegoś czasu wiceprezesem (wcześniej dyrektorem) w CHŚPWiK jest znany wielu mieszkańcom Świętochłowic Michał Mołdrzyk – bliski kolega prezydenta, a od niedawna również prezes stworzonego przez Daniela Begera stowarzyszenia „Przyjazne Świętochłowice”. Oświadczeń majątkowych Mołdrzyka nie da się niestety odnaleźć w Biuletynie Informacji Publicznej, ale z informacji docierających ze spółki wynika, że pobiera bardzo wysokie wynagrodzenie. Podobnie było wcześniej w przypadku innego wiceprezesa (również wcześniej dyrektora), którym przed Mołdrzykiem był inny kolega prezydenta Świętochłowic – Rafał Łataś (obecnie prezes SIM Śląsk). Najciekawsze jest jednak to, że spółka przez wiele lat wcześniej funkcjonowała z jednoosobowym zarządem i wszystko było, jak należy. Stanowiska wiceprezesów zostały stworzone dopiero w 2024 roku – na mocy porozumienia obu prezydentów.
Jeszcze większy pieniądz płynie z wodociągów do polityków z Chorzowa. Wynika to z faktu, że Chorzów od początku powstania spółki i związku samorządowego, z uwagi na większy zasób i przestrzeń działania, umownie stawiany jest w roli głównego udziałowca. Prezydent Chorzowa Szymon Michałek pobiera wynagrodzenie wyższe od prezydenta Świętochłowic, bo i ranga stanowiska jest wyższa (jest Przewodniczącym Zarządu SChŚZWiK). Jeśli Beger pobiera 180 tys. zł, należy zakładać, że Michałek przekroczy 200 tys. zł rocznie. Dowiemy się tego szczegółowo dopiero po publikacji jego oświadczenia majątkowego za rok 2025. Faktem jest, że w roku 2024 od maja do grudnia zarobił z tego tytułu 128,5 tys. zł, więc jeśli stawka się nie zmieniła, to za rok 2025 ta kwota może wynosić nawet 220 tys zł. Innym chorzowskim notablem, który ciągnie środki z wodociągów, jest Wojciech Ahnert – bliski współpracownik Szymona Michałka. Były radny PiS, wybrany do rady miejskiej obecnej kadencji z komitetu Szymona Michałka, z której zrezygnował zaledwie 2 miesiące po wyborze, ponieważ został jego pełnomocnikiem ds. gospodarczych. W wodociągach pełni funkcję członka zarządu SChŚZWiK, a więc szczebel niżej od Daniela Begera, z nieco mniejszym, choć według pozyskanych informacji nadal relatywnie wysokim wynagrodzeniem (nie składa oświadczeń majątkowych). Ahnert znany był wcześniej z tego, że jako oddany polityk PiS był prezesem spółki, która zamówiła 5 milionów maseczek. Jest również w radzie nadzorczej Ruchu Chorzów, a więc zgarnia minimum 3 wypłaty. Taki to sobie pożyje…
Całego obrazu dopełnia fakt, że aktualnym prezesem wodociągów jest Rafał Śniechowski (opisywany przez Gazetę Wyborczą w artykule: Link do artykułu: https://katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35063,30835449,kibice-ruchu-organizuja-akcje-czasowego-meldowania-sie-w-chorzowie.html), dobry znajomy prezydenta Michałka, prowadzący wcześniej stowarzyszenie kibiców Ruchu Chorzów, bez doświadczenia zarządczego w spółkach komunalnych, były handlowiec wyrobów hutniczych. Warto jeszcze dodać, że jakiś czas temu dyrektorem w CHŚPWiK został Tomasz Bednarek, były prezes WFOŚiGW w Katowicach, a prywatnie, podobnie jak prezydent Chorzowa – mieszkaniec Bobrownik. Tu jeszcze ciekawa dygresja: żona Bednarka jest tam wójtem, a żona Szymona Michałka przez pewien czas była zastępcą wójta. Zrezygnowała, gdy sprawą zaczęły interesować się media (https://katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35063,31669795,tu-zona-a-tam-maz-zadziwiajace-kariery-drugich-polowek.html).
Nie negując wcale tego, że za pełnienie funkcji reprezentacyjnych czy zarządczych być może należy się wynagrodzenie, trudno nie zauważyć ogromnej skali tych kosztów, które np. w perspektywie jednej kadencji samorządowej sięgają kilku milionów złotych. W praktyce oznacza to, że cena podstawowej usługi, jaką jest woda i kanalizacja zaczyna obejmować nie tylko, dostawę, infrastrukturę i jej utrzymanie, ale też rozbudowany system wynagrodzeń w strukturach powiązanych z lokalną polityką. Pojawia się więc pytanie, czy to rzeczywiście mieszkańcy i klienci powinni w takiej formie finansować ten model. Łatwo jest utrzymać istniejące przywileje i wypłaty, znacznie trudniej z nich zrezygnować, dlatego nikt tego dotychczas nie zrobił. A zmiany wydają się potrzebne, choć prawdopodobnie mało realne. No, chyba że najpierw sami mieszkańcy zmienią polityków, na takich, którzy … zmienią ten system










